wtorek, 15 lipca 2008

Domingo

Bo w ogole to my na Msze chodzimy. Na tym polu jednak sie roznimy z O. - ja przed wyjazdem wyszukalam sobie miejsca, gdzie mozna trafic na Tridentine (adresy sa aktualnie w posiadaniu ekwadorskich zlodziejek), a O. spragniona jest novusa w duchu teologii wyzwolenia. Poki co nie zrealizowalysmy ani jednego ani drugiego pragnienia.
W Medellin bylysmy w katedrze i akurat trafilysmy na biskupa i specjalne blogoslawienstwo. Zasadniczo novus jak i u nas, ale na blogoslawienstwo lud padl na kolana.
W te niedziele nasi gospodarze zabrali nas do swojego kosciola. Msza zaczela sie z punktualnoscia iscie latynoska, ale mniejsza o to. Oprawa muzyczna w stylu "Bialy krazek", a na Przeistoczenie byl specjalny podklad (ludzie cos w ogole odpowiadali w trakcie). Podobnie jak w Europie nie spiewano psalmu, za to byly rozne radosne piesni, np. przed Ewangelia. Na bialym tle sciany z krzyzem pieknie lsnily dlugie ciemne wlosy ministrantek, a przy Komunii pomagal sympatyczny pan (braki kadrowe? ogolnie to chyba nie jest najwiekszy problem Kosciola w Kolumbii...) W czesciach stalych panuje lekki freestyle, ale nie wiekszy niz na ichnim przejsciu dla pieszych. Za to koscioly otwarte zawsze i zawsze sa tam modlacy i spowiadajacy sie ludzie.
Ogolnie Kosciol jest aktywnym aktorem na scenie politycznej- mediatorem np. miedzy prezydentem a Trybunalem Konstytucyjnym lub w sprawach porwan lub jakis lokalnych konfliktow. Jesli chodzi o politykow to nie zajmuja sie sprawami cywilizacyjnymi, tylko bardziej socjalem, bezpieczenstwem wewnetrznym i zewnetrznym.

Brak komentarzy: